Do spotkania z Colinem zostało 30 minut. Ogarnięta wyszłam z domu i udałam się w stronę galerii. Dobrze że to tylko 10 minut drogi piechotą, więc spokojnie mogłam się przespacerować.
Właśnie siedzę w caffeteri i czekam na bruneta. Męczy mnie tylko jeden fakt. Czego on chce od mojej osoby?? Mam wrażenię że wcale nie chodzi mu o zwykłą kawę. Albo jestem tak przewrażliwiona , albo coś jest na rzeczy. Długo bym jeszcze rozmyślała gdyby nie to, iż osoba na którą czekałam właśnie raczyła się zjawić.
-spóźniony- rzuciłam na wstępie. Nie jestem żadną divą broń boże co to, to nie. No ale ludzie ile można czekać. Myślałam że dżentelmeni nie rzucają słów na wiatr. Znów się myliłam.
-Wiem , wybacz że musiałaś czekać . Korki były. - usprawiedliwił się.
-Tym razem ci wybaczę.
-Dziękuję. Na co masz ochotę? -spytał-Pamiętaj ja stawiam.
-Wybacz ale już zamówiłam.
-Ohhh nie ma sprawy.
-A więc dlaczego mnie tutaj zaprosiłeś?- zadałam mu pytanie, które nurtowało mnie od samego początku.- Nie zrozum mnie źle, po prostu wydaje mi się że przeprosiny to nie jest jedyny powód dla którego mnie tutaj zaprosiłeś...mam rację?
-Ughhh rozgryzłaś mnie. Więc zaprosiłem cię na kawę byśmy się lepiej poznali.-wyjaśnił
-To nie mogłeś tak odrazu.
-Yyy... Nie -złapał się za kark.
-Dobrze nie wnikam.
-Opowiedz mi coś o sobie.
-Ummm... no ok..a co chcesz wiedzieć?
-nie wiem... Np. Ile masz lat itp.
-No więc nazywam się Wiktoria Kwiatkowsta mam 17 lat i pochodzę z Polski. Kocham śpiewać. I co tam jeszcze...to chyba wszystko- oczywiście jest tego dużo,dużo więcej,ale nieznam go na tyle aby opowiadać mu każdy szczegół z mojego życia.
Z Colinem rozmawiało mi się naprawdę dobrze. Dowiedziałam się że nazywa się Colin McCartney ma 23 lata. Jest singlem choć nie wiem po co była mi ta informacja. Pracuje w ECM jako doradca pani Woods. Co automatycznie świadczy o tym że będziemy się częściej widywać. Natomiast ja opowiedzialam mu o tym jak podpisałam kontrakt.
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Colin dostał jakiś ważny telefon i musiał jak najszybciej udać się do wytwórni. Ja również zaczełam się zbierać. Pożegnaliśmy się przytulasem i każde odeszło w swoją stronę.
# Perspektywa Oliviera#
Właśnie wracałem ze sklepu z puszką maku. Mama wysłała mnie po niego bo robiła makowca. Wspominałem już że nie cierpie maku. Jeżeli nie to teraz to mówię.
Przechodziłem właśnie koło Starbuks'a gdy w oczy rzuciła mi się znajoma postać. To była Wiktoria przytulająca się z jakimś gościem. Na oko miał może z 20 lat. Poczułem ukłucie w sercu. Czy byłem zazdrosny? Owszem byłem i to bardzo.Miałem ochotę podejść tam do nich i odciągnąć tego typa od mojej księżniczki. Ależ czy mogę nazywać ja swoją niebędąc z nią w związku? Po chwili dziewczyna odczepiła się od mężczyzny uśmiechając się do niego i każde z nich ruszyło w swoją stronę.
A ja dotarłem na parking . Wsiadłem do swojego czerwonego porshe i odjechałem z piskiem .
--------------------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz